Święty Franciszek z Asyżu
0.00 Średnia ocena—0 Głosów
Wstrząsająca historia stygmatów świętego Franciszka, o której mówiliśmy w zakończeniu ostatniego rozdziału, była w pewnym sensie zakończeniem jego życia. W sensie logicznym byłaby ona zakończeniem, choćby się wydarzyła na początku. Ale wierniejsze tradycje odnoszą ją do późniejszej daty i nasuwają wrażenie, że pozostałe dni pobytu Franciszka na ziemi były jakby epilogiem granym przez cień. Czy domysły świętego Bonawentury były słuszne, że święty Franciszek ujrzał w tym widzeniu serafickim niby wielkie zwierciadło własnej duszy, która mogła cierpieć przynajmniej podobnie do anioła, jeżeli nie podobnie do Boga, czy też to widzenie wyraziło w obrazie bardziej prymitywnym i gigantycznym niż w pospolitej sztuce chrześcijańskiej podstawowy paradoks śmierci Boga - jest w każdym razie rzeczą oczywistą wobec przekazanych przez tradycję jego następstw, że miało ono znaczenie korony i pieczęci. Zdaje się, że właśnie po tej wizji święty Franciszek począł ślepnąć.